Zmienność, niezmienność

2016-04-27
CAŁUN

Cykl: Całuny

Czas powstania: lata 90.

Wym.: 20 x 30 cm

[...]  osobowość artystyczna Wojciecha Sadleya i urodzony z niej dorobek są bardzo owocnym fragmentem polskiej plastyki. Prowadzona ona była zawsze ciekawością struktury i materii świata, ale nie tylko. Ważny dla niej był może przede wszystkim trakt duchowy człowieka.
Swoją twórczość Sadley ulokował na skrzyżowaniu różnych zainteresowań i warsztatów artystycznych, również na przecięciu tradycji z dniem dzisiejszym. W rezultacie wyraz tej plastyki ulegał stałemu poszerzaniu i pogłębianiu, a widz konfrontowany z jej scenerią stawał wobec rzeczy i spraw bogatych w niespodzianki, prowadzących do przeżycia pełniejszego, niż to zazwyczaj bywa.

W warsztacie tego artysty malarstwo spotyka się więc ze studiowaniem praw fizyki, prastary przeplot z eksperymentem, rękodzieło z abstrakcyjna ideą piękna, a działania nazywane plastyką jeszcze z czymś innym. Wielość tych części składowych nie burzy spokoju powstałych z nich dzieł, przeciwnie, ich wzajemne delikatne zestrojenie ład rzeczy buduje. Zresztą, zewnętrzność dzieł to jedno, a ich zawartość wewnętrzna to drugie. Wojciech Sadley przywiązany jest przede wszystkim - mimo upodobania w materii - do istoty wypowiedzi plastycznej, do jej otoczki duchowej, do przeżycia kontemplacyjnego. Sama formę rzeczy tworzonych traktuje jako opakowanie spraw wyższych lub jako ich emanację. Ten artysta widzi przemijalność rzeczy i na nią sie godzi. Przecież każda technika jest zniszczalna, fizycznie lub w starciu ze zmiennością mód i upodobań. Nie ma niczego, co dałoby się zatrzymać na zawsze. Czy jest to Akropol, celtycka iluminacja czy pieśń madrygału, wszystko traci swoją pierwotna postać, pozostaje (o ile pozostaje) zaledwie echem siebie.

Podobnie jak w przyrodzie istnieje przepoczwarzanie i trwa bezustanny ruch zmian, tak i w sztuce jej wewnętrzne prawo dopuszcza ruch formy. Niezmienna pozostaje właśnie tylko istota sprawy przez te formy anonsowanej. Niezmienna dlatego, że sięga ponad mechanikę warsztatową, powyżej kruchości małego bytu, do stref trudnych do nazwania i najważniejszych.

Różnorodność plastyczna wzięła się zatem u Sadleya z jego dyspozycji i z jego niepodległości jednej wybranej regule. Artysta jest malarzem, to pewne, lecz malarzem rozumiejącym tę kategorie bardzo szeroko. Ale przed malarstwem była u niego muzyka. Jest on również poetą, jeśli pod tym określeniem zechcemy widzieć organizowanie emocji, umiejętność metafory, czucie mitu i operowanie siłą znaku. Jego sztuka ma wymowny język. Gdyby chciało sie szukać dla postawy Sadleya paraleli historycznej, to przede wszystkim, jak sądzę, nasunąłby sie czas polskiego baroku- w pieśniach, sztukach, ceremoniach, w jędrności plastyki, w grotesce i poczuciu humoru. Ten ważny okres umiał łączyć krańcowości.

Surowce w pracach Sadleya są wprost nie do wyliczenia, bo to i włókna tkackie, i skóry, i papiery, i jedwabie, i cytaty przedmiotów potocznych. Zbiera on, co człowiek ma lub mógłby mieć wokół siebie. Wszystko podnosi, przekształca i uświęca do rangi sztuki. Symbolem wartości wynoszącej,  wznoszącej rzecz jest kolor. Wszystkie prace z ręki Sadleya jak gdyby celują w niebo, są - jak Irak - zatrzymaną w locie aspiracja człowieka. Nie darmo właśnie Ikar był motywem całej serii kompozycji. Inny cykl królewski, mówił o wielkościach mitycznych, Pontifex Maximus przywodził do ołtarzy. Te wielkie tematy rozgrywały się na progu czytelności, kierowane do intuicji odbierającego. Człowiek fizyczny nie zjawiał się w jego dziełach często. W cyklu Portretów bywa jedynie sylwetką, śladem. Ale powyżej tej fizyczności, ze szczególnym ludzkim udziałem są u niego Psalmy, Treny, Veraicony,  Chusty. Wreszcie  Całuny, gdzie znak cierpienia jest jednakowo ludzki, jak boski.

Z biegiem lat sztuka Wojciecha Sadleya upraszcza się i klasycznieje. Jest to zjawisko spotykane u twórców dojrzałych, którym doświadczenie daje mądrość. Słabnie więc dzisiaj koncert dobitnych rozwiązań przestrzennych. Za to spokój, większy spokój spływa spod pędzla na lekko tylko poruszone płótna kolaży. Kolor zmierza ku monochromom, chętnie jasny i wewnętrznie przejrzysty. Wydaje się, że przestrzeń, ta tak dla Sadleya ważna kategoria dzieła, staje się teraz czym innym. Zamiast dosłownej trójwymiarowości metrycznej, zjawia sie teraz sugestia nieskończonej kosmicznej przestrzeni, z której ręka artysty ujawnia raz te, kiedy indziej tamte fragmenty. Gdy patrzę na takie otwarcia się ostatnich Całunów, myślę że widać przez nie więcej niż można by sie spodziewać, niz podpowiada surowość kompozycji. Myślę też wtedy o nie do końca zrozumianych, pięknych i heretyckich zarazem wizjach Teilharda de Chardin. I w jednych, i w drugich zjawia się podobny, wynoszący w górę poryw.

Jest jasność, ale i ciemna tajemnica.

Danuta Wróblewska

    Comments are closed.